„Pan Popiołów” – Wojciech Mazurkiewicz

Najpierw był Ogień. Potem został tylko popiół.

I chyba trudno o lepsze zdanie aby rozpocząć historię, która jest tak mocno zanurzona w fatalizmie, religijnym fanatyzmie i przekonaniu, że niektórych rzeczy po prostu nie da się już zatrzymać.

„Pan Popiołów” Wojciecha Mazurkiewicza to pierwsza część większej historii dark fantasy, która od samego początku stawia na ciężki, mroczny, melancholijny klimat. Nie jest to czarno-biały świat, w którym dobro i zło stoją po przeciwnych stronach barykady, a bohater jak w baśniach musi wybrać właściwą ścieżkę. Tutaj znacznie częściej ma się wrażenie, że wszyscy są już delikatnie “spóźnieni,” a wydarzenia, które miały zostać powstrzymane, dawno temu zaczęły się toczyć własnym rytmem.

I właśnie determinizm jest jednym z najciekawszych elementów tej historii. Bohaterowie próbują podejmować własne decyzje, walczyć o bliskich, uciec od rodzinnego dziedzictwa czy zmienić bieg wydarzeń, ale nad ich wyborami cały czas wisi coś większego. Klątwa, przeznaczenie, grzech poprzednich pokoleń, a może po prostu konsekwencje decyzji, których nikt nie potrafił już cofnąć.

Świat, który gnije od środka

Złota Łaska miała być nowym początkiem. Po rozbiciu Ordynacji Pierworodnej miała przynieść ludziom pokój i stworzyć nowy porządek. Zamiast tego dostaliśmy religijny terror, fanatyzm i świat, który powoli zaczyna się rozpadać.

I bardzo podobało mi się to, że religia nie jest tutaj wyłącznie elementem dekoracyjnym świata przedstawionego. Jest narzędziem władzy, źródłem przemocy, sposobem kontrolowania ludzi, ale również czymś, co pozwala bohaterom tłumaczyć sobie rzeczy, których sami nie są w stanie zrozumieć.

Do tego dochodzi Czernidło, umierające boskie drzewa, okultystyczne kulty i mroczne tajemnice. Im dalej w tę historię, tym mocniej czuć, że świat „Pana Popiołów” nie znajduje się na krawędzi katastrofy tylko właściwie od dawna w niej jest.

Bardzo podobał mi się też motyw tego, że największe zagrożenie niekoniecznie musi przychodzić z mieczem w dłoni. Kult Białej Falangi i jego sposób „radzenia sobie” z ludzką wolą jest jednym z tych pomysłów, które są znacznie bardziej niepokojące właśnie dlatego, że odbierają człowiekowi to, co czyni go naprawdę ludzkim.

Mesala, Saligia i ludzie, którzy nie mogą uciec od przeszłości

Jedną z rzeczy, które najbardziej przyciągają uwagę, są oczywiście bohaterowie.

Mesala Köphak jest postacią, która zdecydowanie nie pasuje do klasycznego obrazu protagonisty fantasy. Wyprany z pamięci Walet Ostrzy, kat, który właściwie całe swoje istnienie zbudował wokół śmierci. Nie walczy dlatego, że chce zostać bohaterem. Nie ma wielkiej idei, którą chciałby uratować świat. Jest człowiekiem, który zna przede wszystkim zabijanie i próbuje wykonywać swoją rolę najlepiej, jak potrafi.

A jednocześnie jest w nim coś bardzo ludzkiego. Szczególnie w tych drobnych elementach, które sugerują, że pod całą brutalnością znajduje się historia, której sam już nie pamięta.

Bardzo podobał mi się też jego motyw wizualny. Czarne ubranie, smoła zamiast krwi, zapach wrzosowisk pozostający w powietrzu… To są detale, które sprawiają, że Mesala momentami przypomina bardziej legendę albo złowrogą opowieść, którą można byłoby usłyszeć przy ognisku, niż zwyczajnego człowieka.

Drugim ważnym bohaterem jest Saligia Mortaigne – książę, który chciał po prostu uciec. Od ojca, od własnego dziedzictwa, od świata, który już dawno zdecydował za niego, kim ma zostać. Oczywiście w historii tego typu takie marzenie nie może skończyć się dobrze.

Saligia jest właściwie archetypem upadłego anioła. Kimś, kto próbuje wyrwać się z narzuconej mu roli, ale ostatecznie zostaje zmuszony do wejścia dokładnie w tę historię, od której chciał uciec. I im bardziej próbuje odzyskać kontrolę nad własnym życiem, tym mocniej okazuje się, że jego wybory były przewidziane przez wydarzenia rozpoczęte wiele lat wcześniej.

Wiedźma z Łysej Góry i atmosfera grozy

Jeśli miałabym wskazać element, który szczególnie mocno trafił w moje gusta, byłaby to gotycka atmosfera całej historii.

W „Panu Popiołów” jest sporo motywów, które bardzo dobrze działają właśnie na poziomie obrazów: kruchty, żałobne rytuały, religijne symbole, popiół, ogień, stare proroctwa, kult, śmierć i oczywiście Wiedźma z Łysej Góry.

Jej postać ma w sobie coś z miejskiej legendy. Nie potrzebuje wielkich scen, żeby wzbudzać niepokój – wystarczy chłodny wiatr i dźwięk dzwoneczka przy kostce, aby czytelnik mógł poczuć ten złowrogi klimat. I chyba właśnie takie elementy najbardziej go budują – nie sama przemoc czy liczne walki, ale oczekiwanie na coś złego. Świadomość, że coś jest gdzieś obok, że ktoś obserwuje, że stare, bolesne wydarzenia wcale tak naprawdę nie dobiegły końca.

To fantasy o dziedziczeniu winy

Pod warstwą całego tego lore, kultów, bogów, nowych ras i wojny znajduje się temat, który wydał mi się szczególnie interesujący: jak bardzo można uciec przed tym, co zostawili po sobie poprzednicy?

Bohaterowie dziedziczą nie tylko nazwiska, pozycję czy władzę. Dziedziczą również konflikty, winy, przekleństwa i konsekwencje cudzych decyzji.

Najbardziej podoba mi się w tym wszystkim to, że książka nie próbuje łatwo odpowiedzieć na pytanie, czy odpowiedzialność za grzechy przodków rzeczywiście istnieje. Zamiast tego pokazuje świat, w którym bohaterowie muszą żyć z konsekwencjami wydarzeń, na które sami nie mieli żadnego wpływu.

I właściwie trudno powiedzieć, czy walczą jeszcze o przyszłość, czy z przeszłością.

Nie wszystko musi być aż tak dokładnie opisane

Muszę jednak przyznać, że „Pana Popiołów” momentami czytało mi się dość ciężko. I nie chodzi tutaj o samą fabułę czy skomplikowanie świata, ale przede wszystkim o ilość opisów.

Autor bardzo dokładnie przedstawia zarówno miejsca, przedmioty, stroje, wygląd postaci, jak i kolejne elementy świata przedstawionego. Z jednej strony dzięki temu łatwo wyobrazić sobie, w jakim świecie się znajdujemy, z drugiej – nie wszystkie te opisy wydawały mi się potrzebne. Czasami miałam wrażenie, że historia mogłaby posunąć się do przodu znacznie szybciej, gdyby część z nich została po prostu skrócona.

Szczególnie przy tak rozbudowanym lore ma to znaczenie, bo czytelnik i tak musi przyswoić sporo nazw, wydarzeń, religii, zakonów i zależności. Kiedy do tego dochodzą jeszcze bardzo szczegółowe opisy, tempo momentami mocno zwalnia.

Nie znaczy to oczywiście, że sama szczegółowość jest czymś złym. W przypadku dark fantasy dobrze zbudowany świat potrafi być ogromną zaletą i tutaj zdecydowanie widać, że autor miał na niego bardzo konkretny pomysł. Po prostu chwilami miałam poczucie, że pisarz opowiada mi trochę więcej, niż naprawdę potrzebuję wiedzieć.

Przez to „Pan Popiołów” jest książką, którą zdecydowanie lepiej czytało mi się wtedy, kiedy mogłam dać jej więcej czasu. To nie jest historia do szybkiego pochłonięcia w dwa wieczory. Trzeba trochę zwolnić, przyzwyczaić się do sposobu narracji i zaakceptować, że czasami zamiast kolejnego zwrotu akcji dostaniemy kilka stron bardzo dokładnego opisu.

Czy „Pan Popiołów” jest dla każdego?

Raczej nie.

To zdecydowanie propozycja dla osób, które lubią cięższe dark fantasy, rozbudowane lore, religijne i okultystyczne motywy oraz historie, w których bohaterowie nie mają zbyt wielu dobrych możliwości do wyboru.

Nie jest to fantasy nastawione wyłącznie na szybką akcję i efektowne walki. Dużo ważniejsze jest tutaj poczucie nadchodzącej katastrofy, historia świata oraz pytanie, co wydarzyło się siedemdziesiąt lat wcześniej.

Momentami można też poczuć, że autor bardzo dużo chce czytelnikowi pokazać już na początku. To świat pełen nazw, wydarzeń, religii, zakonów, kultów i własnej mitologii, więc trzeba dać sobie chwilę, żeby się w nim odnaleźć. Ale kiedy zaczyna się dostrzegać zależności między poszczególnymi elementami, robi się naprawdę ciekawie.

„Pan Popiołów” zostawił mnie przede wszystkim z poczuciem, że to dopiero początek czegoś znacznie większego. To historia o świecie, który miał zostać cudownie zbawiony, ale zamiast tego zaczął gnić. O ludziach próbujących wyrwać się z przeznaczenia, które prawdopodobnie już dawno ich dogoniło. O bogach, którzy niekoniecznie są dobrzy, i ludziach, którzy niekoniecznie są źli.

A gdzieś pomiędzy tym wszystkim budzi się Pan Popiołów.


/wpis powstał we współpracy z autorem