„Wurdalak” – powrót do Czarnego Stawu
Czarny Staw od początku był miejscem, w którym nic nie jest do końca takie, jak się wydaje. W pierwszym tomie Kamil Jura, po przeprowadzce do rodzinnego miasteczka, trafia w sam środek tajemnicy związanej z tytułowym jeziorem i szybko przekonuje się, że lokalne legendy mają w sobie znacznie więcej prawdy, niż można byłoby przypuszczać. Wraz z nowymi przyjaciółmi zaczyna odkrywać historię miejsca, rodzinne sekrety i nadnaturalne zjawiska, które od lat pozostają częścią Czarnego Stawu. „Wiła” rozwija ten świat jeszcze dalej – pojawiają się kolejne legendy i istoty, a historia miasteczka zaczyna splatać się z dużo starszymi opowieściami. „Wurdalak” jest więc kolejnym powrotem do dobrze znanego miejsca, ale tym razem autor wyciąga na czytelnika zakazany kaliber… Zwłaszcza na samym końcu!
Powrót do przeszłości
„Wurdalak” ma konstrukcję, która odróżnia go od wcześniejszych części. Tym razem historię poznajemy przede wszystkim poprzez dziennik Kamila, który po latach wraca do wydarzeń z lata 2018 roku. To rozwiązanie bardzo dobrze pasuje do tego, czym stała się cała seria – Kamil już nie odkrywa tajemnic, jako sprytny dzieciak. Musi do nich wrócić jako dorosły.
Mam wrażenie, że właśnie tutaj znajduje się jeden z najciekawszych tematów tej części. „Wurdalak” jest oczywiście horrorem, ale pod warstwą legend, tajemnic i nadnaturalnych wydarzeń kryje się również opowieść o dorastaniu.
W poprzednich tomach dziecięca perspektywa była czymś niezwykle ważnym. Kamil i jego przyjaciele byli gotowi uwierzyć w rzeczy (ba! oni z nimi przecież walczyli!), które dla dorosłych mogły być tylko zabobonami czy opowieściami z przeszłości. To właśnie oni potrafili zauważyć, że pod pozornie zwyczajną rzeczywistością Czarnego Stawu kryje się coś potwornego. W „Wurdalaku” coraz bardziej czuć, że ten dziecięcy sposób patrzenia na świat zaczyna powoli odchodzić.
A gdy autor już na samym początku daje nam soczysty spojler z życia Kamila, cóź… Nieładnie grać tak na moich czytelniczych emocjach, oj nieładnie…
Legendy, które nie chcą umrzeć
Od początku serii jestem absolutną fanką sposobu, w jaki autor wykorzystuje folklor. Legendy nie są tutaj wyłącznie dodatkiem, który ma dostarczyć kolejnego potwora czy nadnaturalnego zagrożenia. Z każdą częścią mitologia Czarnego Stawu staje się coraz bardziej rozbudowana, a poszczególne historie zaczynają się ze sobą łączyć. No i mam nadzieję, że już zauważyliście, że obecnie tego typu motywy to jeden z moich ukochanych gatunków literackich.
„Wurdalak” kontynuuje ten baśniowy kierunek, wykorzystując zarówno elementy słowiańskiego folkloru, jak i inspiracje kulturą arabską. Jednocześnie nadal pozostaje bardzo mocno osadzony w atmosferze poprzednich tomów – w świecie, w którym stare opowieści wcale nie muszą być tylko rozdziałem książkowej grozy w miejscowej bibliotece.
Młodzieżówka i książka dla dorosłych, którzy czują nostalgię
Jest w „Wurdalaku” również sporo nostalgii. Kamil i jego przyjaciele przypominają bohaterów tych historii, w których grupa dzieciaków spędza wakacje, włóczy się po okolicy i wspólnie próbuje rozwikłać tajemnicę, której dorośli nawet nie zauważają. Tyle że w Czarnym Stawie taka przygoda nigdy nie pozostaje całkowicie niewinna. Pod warstwą wakacyjnej przygody cały czas czai się coś znacznie mroczniejszego.
I myślę, że właśnie ten element może szczególnie mocno zadziałać na dorosłych czytelników, którzy z sentymentem wspominają młodzieżówki i książki dla dzieci czytane w podstawówce albo gimnazjum. Jest tutaj coś z tamtych historii – grupa przyjaciół, tajemnica, włóczenie się po okolicy, las, wakacyjna atmosfera i przekonanie, że za rogiem może wydarzyć się coś niezwykłego. Tylko że tym razem patrzymy na ten świat już z perspektywy dorosłego, który doskonale wie, że takie przygody w horrorze rzadko kończą się całkowicie bezpiecznie.
Jeśli więc tęsknicie czasem za książkami, które czytało się kilkanaście czy kilkadziesiąt lat temu z latarką pod kołdrą, „Wurdalak” może być całkiem przyjemnym powrotem do tamtych emocji.
/post powstał we współpracy z wydawnictwem

