Dom, który spełnia nasze najgorsze życzenia
Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że „Głodny Dom” wykorzystuje klasyczny motyw nawiedzonego domu i w tym motywie będzie się obracać. Max Doty jednak, nadaje mu zupełnie nową funkcję. To nie jest miejsce, które chce jedynie przestraszyć swoich mieszkańców. Ten dom zaspokaja ich potrzeby. Jest wygodny, użyteczny, a przede wszystkim oferuje coś, czego człowiek w obliczu traumy może pragnąć najbardziej – możliwość wymazania tego, czego nie chce pamiętać.
Dom pochłania to, co dla ludzi bywa lub jest niewygodne – a wraz z nimi wspomnienia o istnieniu tych rzeczy. To właśnie ten mechanizm wydaje mi się najciekawszym pomysłem całej powieści. Bo czym właściwie jest zapomnienie? Ulgą czy kolejną formą ucieczki?
Potrzeba rozpoczęcia wszystkiego od nowa
Centralną postacią historii jest Claire, która wraz z rodziną przeprowadza się do wymarzonego domu na przedmieściach. Nowe miejsce ma być dla niej symbolem stabilizacji i odcięcia od trudnej przeszłości.
I tutaj powieść zaczyna działać nie tylko jako horror, ale również jako historia o potrzebie kontroli. Claire chce uporządkować swoje życie, stworzyć bezpieczną przestrzeń i zostawić za sobą dawną wersję siebie. Dom początkowo wydaje się wręcz idealnym narzędziem do osiągnięcia tego celu.
Problem polega na tym, że kiedy dostajemy możliwość usuwania rzeczy, które sprawiają nam ból, bardzo łatwo przekroczyć granicę między radzeniem sobie z traumą a jej wypieraniem.
A gdyby można było wymazać żałobę?
Najmocniejszym elementem powieści jest dla mnie właśnie motyw wymazywania pamięci. Dom nie tylko pozbywa się codziennych drobiazgów, które pochłonie. Sprawia również, że inni ludzie przestają pamiętać o istnieniu tego, co zostało zjedzone.
To niezwykle kusząca możliwość. Pozbyć się dowodu. Usunąć bolesne wspomnienie. Sprawić, żeby nikt już nie pytał, nikt nie cierpiał i nikt nie musiał konfrontować się z tym, co się wydarzyło.
Tylko czy zapomnienie rzeczywiście oznacza uzdrowienie?
Doty stawia tutaj interesujące pytanie: czy cierpienie jest nieodłączną częścią miłości i straty? Jeżeli usuniemy żałobę, czy przypadkiem nie usuwamy również części znaczenia, jakie miała dla nas osoba, którą straciliśmy?
Dom może zapewnić Claire swego rodzaju spokój, ale niekoniecznie daje jej prawdziwe zamknięcie historii.
Najstraszniejszy nie jest dom
I właśnie tutaj horror zaczyna przesuwać się z poziomu nadprzyrodzonego na psychologiczny. Dom sam w sobie jest oczywiście przerażającym konceptem, ale jeszcze ciekawsze jest to, co człowiek jest gotów zrobić, kiedy dostanie do ręki tak potężne narzędzie.
Początkowo granice są niewinne. Pojawiają się dziwne zniknięcia – przedmioty, jedzenie, rzeczy, które dom zaczyna pochłaniać. Z czasem jednak jego możliwości stają się coraz bardziej kuszące.
Może wychodzę trochę za bardzo z interpretacją, ale czytając książkę skojarzył mi się eksperyment myślowy na temat Pierścienia Gygesa. Czy człowiek moralny, który dostałby narzędzie czyniące go niewidzialnym (jak ów pierścień właśnie), wciąż nie dopuszczałby się niecnych występków? W wypadku “Głodnego Domu,” nie dostajemy oczywiście idealnej bohaterki – myślę, że większość z nas może się z nią w jakiś sposób utożsamiać. Popełnia ona błędy ale stoi raczej po tej “jasnej” stronie mocy.
Dom jednak jest według mnie trochę jak wyżej wspomniany pierścień – może dosłownie oczyścić Cię z wszelkich zarzutów, zmienić rzeczywistość. I to, po raz kolejny, było dla mnie niesamowicie ciekawe. Jak świadomość tego, że grzechy głównej bohaterki nie będą widoczne dla świata wpływa stopniowo na jej rozwój.
Horror, który potrafi być dziwnie zabawny
Na tym jednak powieść się nie kończy. „Głodny Dom” nie jest ciężkim, ponurym horrorem psychologicznym, który przez cały czas traktuje siebie śmiertelnie poważnie. Jest w nim sporo czarnego humoru i absurdalności.
Sam pomysł domu zachowującego się niemal jak żywe stworzenie pozwala Doty’emu bawić się konwencją. Budynek nie mówi, nie ma własnej narracji, a mimo to z czasem zaczyna przypominać pełnoprawnego bohatera – reaguje na Claire, sprawdza jej granice i niejako współpracuje z jej potrzebami.
I chyba właśnie dlatego koncept działa tak dobrze. Dom nie musi być klasycznym „złym bytem”. Wystarczy, że jest gotowy zrobić to, czego chce jego właściciel.
Czy naprawdę chcielibyśmy mieć możliwość zapomnienia?
Autor wyraźnie stawia nam pytanie nie o tym, co znajduje się w domu, ale co wydarzy się z człowiekiem, który odkryje, że może wykorzystać jego możliwości dla własnych korzyści.
To horror o żałobie, traumie, kontroli i pokusie wymazania konsekwencji własnych decyzji. A przy tym bardzo przewrotny wariant opowieści o nawiedzonym domu: zamiast miejsca, od którego trzeba uciekać, dostajemy coś, czego mieszkańcy mogą zacząć potrzebować.
I być może właśnie dlatego ten dom jest tak niebezpieczny. Nie dlatego, że chce nas skrzywdzić.
Tylko dlatego, że może dać nam dokładnie to, czego najbardziej pragniemy.
/wpis powstał we współpracy z wydawnictwem AKURAT

