„Martwy Ciąg” – Tomasz Kozioł

Chcielibyście zrobić trening na.. nawiedzonej siłowni?

Jako czytelnicy coraz rzadziej trafiamy na książki z oryginalną historią lub motywami – jest to jak najbardziej normalne zjawisko, ponieważ im więcej książek przewija się w naszych dłoniach, tym częściej będziemy napotykać na swojej drodze coś, co już znamy. Osobiście nie uważam, żeby było to coś złego i sama uwielbiam sięgać po książki, które będą dawały mi “komfort czytania” i oczywiście jak każdy mam ulubione motywy w powieściach, które mogłabym męczyć bez ustanku.



Pomimo tego, że Tomasz Kozioł dalej korzysta ze znanych dla każdego miłośnika mrocznej strony literatury schematów, ujmuje to w dość oryginalny sposób, umiejscawiając akcję na… siłowni. Początkowo sądziłam, że będzie to coś w rodzaju czarnej komedii bądź h0rr0ru klasy B i owszem – były momenty, w których parsknęłam śmiechem i wyglądało na to, że będzie to dosyć luźna choć wciąż “odświeżająca” historia, którą naprawdę szybko się czyta. Zagłębiając się jednak coraz bardziej w fabułę i przywiązując się do głównego bohatera – Andrzeja, daje się wyczuć, że książka nie niesie jedynie samej wartości rozrywkowej, a odbywające się w niej wydarzenia powodują dosłowne zgrzytanie zębów ze złości. Andrzej wraz z kilkoma innymi młodymi chłopakami zostaje przygarnięty przez “Trenera,” który zgarnął ich z przysłowiowego “rynsztoku.” Chłopcy liczyli na opiekę i dach nad głową, marząc o tym aby pod pieczą mężczyzny zacząć normalnie żyć zapominając o bolesnej i traumatycznej przeszłości. Rzeczywistość jest oczywiście inna – są oni tanią siłą roboczą chciwego mężczyzny, który za niewolniczą pracę płaci im na przykład w… twarogu a oni sami są dosłownie i w przenośni zamknięci w budynku. Tak – dobrze rozumiecie – chłopcy są często zamykani na klucz, śpią w magazynkach a każde wyjście na zewnątrz jest surowo monitorowane. Wszystko to samo w sobie brzmi jak koszmar, prawda? Cóż, musicie do tego dodać jeszcze coś, co po makabrycznym wydarzeniu zalęgło się w podłodze klubu i nie pozwala w spokoju zrobić treningu.

“Martwy Ciąg” Tomasza Kozioła jest reklamowany jako “horror,” jednak ja uważam, że bliżej mu do thrillera psychologicznego, który swoją oryginalnością, płynnością i poczuciem humoru sprawił, że przeczytałam tę książkę w dwa wieczory, zarywając nieco nockę. Język w jakim napisana jest ta historia jest bardzo prosty, bezpośredni i oszczędny w słowach co moim zdaniem bardzo przyjemnie podkreśla siłowniowy klimacik i dodaje surowości – myślę, że jest to również jeden z aspektów dzięki któremu tak szybko wgryzłam się w tę książkę. Ta historia jednak nie niesie ze sobą jedynie wartości rozrywkowej. Znajdziemy w niej tak ciężkie tematy jak PTSD, przemoc w rodzinie, uzależnienia, problemy psychiczne czy też nawet syndrom Sztokholmski. Pomimo jednak tej “depresyjnej” otoczki na samym końcu znajdziemy światełko a sam autor uświadamia czytelnika o tym, że nawet w najgorszej sytuacji życiowej możemy znaleźć odpowiednich ludzi którzy odmienią naszą sytuację oraz przypomina jak ważne są nasze własne pasje.