O krzywdzie, która tworzy ofiary i potwory.
„Topielica” zaczyna się od motywu, który właściwie nie wyróżnia się niczym szczególnym na tle literatury kryminalnej – zaginięcia. I to zaginięcia nie byle kogo, lecz bardzo wpływowej osoby. Bruno Becker to znany prawnik i twardy biznesmen, który pewnego dnia znika bez śladu. Ostatnią osobą, która go widziała, jest jego żona Laura, z którą rozstał się w wyjątkowo napiętej atmosferze.
Przestraszona kobieta dzwoni na policję i na pierwszy rzut oka wszystko wydaje się oczywiste. Laura jest cicha, wycofana, wyraźnie naznaczona traumą i wzbudzająca przede wszystkim współczucie. Inspektor Ernest Grinn nie jest jednak pewny, czy historia którą słyszy jest kompletna.
I właśnie tutaj zaczyna się najciekawsza część tej książki. Bo im więcej dowiadujemy się o Laurze, tym trudniej jednoznacznie określić, po której stronie właściwie stoi.
Ofiara czy ktoś znacznie bardziej niebezpieczny?
Laura jest główną postacią tej historii i zdecydowanie jej najciekawszą bohaterką. Autorka już na samym początku cofa nas do jej dzieciństwa i pokazuje środowisko, w którym dorastała: przemoc, alkohol, brak poczucia bezpieczeństwa, obojętność matki i emocjonalne zaniedbanie. To właśnie nastoletnia Laura musiała przedwcześnie wejść w rolę „dorosłej” i zająć się swoją młodszą siostrą.
W jaki sposób coś takiego może wpłynąć na psychikę dojrzewającego człowieka? Można by powiedzieć, że tego rodzaju trauma potrafi go kompletnie zniszczyć. Aneta Kisielewska podchodzi jednak do tego tematu znacznie bardziej niejednoznacznie. Tak umiejętnie bawi się podrzucanymi nam tropami, wspomnieniami głównej bohaterki i jej emocjami, że zaczynamy zastanawiać się, czy osoba która przez lata była ofiarą przemocy, może sama nauczyć się manipulować innymi?
To ciągłe poczucie niepewności jest moim zdaniem jednym z największych atutów tej książki.
Przeszłość, która nie chce zostać pogrzebana
Historia Laury pokazuje, jak dzieciństwo może odcisnąć się na dorosłym życiu i w jaki sposób je zmienić. Przemoc, nie ważne w jakiej formie, nie kończy się w momencie, gdy fizycznie uciekniemy od swojego oprawcy – musimy uciec od niego również w głowie a to jest zdecydowanie trudniejsze. W tym wypadku, konsekwencje sytuacji jakich doświadczała mała dziewczynka wpłynęły na dojrzałą kobietę, przejmując kontrolę nad jej zachowaniem, budowaniem relacji i samooceną.
„Topielica” jednak nie daje nam łatwych odpowiedzi. Nie mówi, że skrzywdzona osoba nie może sama krzywdzić innych i kontynuować cyklu przemocy. Zamiast tego stawia znacznie bardziej niewygodne pytania.
Czy współczucie może sprawić, że przestajemy dostrzegać sygnały ostrzegawcze? Czy poznanie czyjejś trudnej przeszłości powinno zmienić sposób, w jaki oceniamy jej późniejsze działania? I wreszcie – gdzie właściwie kończy się odpowiedzialność za to, co nas spotkało, a zaczyna odpowiedzialność za to, co robimy później?
Zagadka, którą chcesz rozwiązać jak najszybciej
Z jednej strony „Topielica” nie jest thrillerem nastawionym wyłącznie na szybką akcję. Aneta Kisielewska zdecydowanie bardziej interesuje się psychiką swoich bohaterów, ich przeszłością oraz tym, w jaki sposób traumatyczne doświadczenia mogą wpływać na podejmowane przez nich decyzje.
Niestety, i jest to oczywiście wyłącznie moja opinia, książka zawiera zdecydowanie za dużo opisów, które – choć uwielbiam w grozie czy literaturze gotyckiej – tutaj nie zawsze wnosiły coś konkretnego do historii. Momentami miałam wrażenie, że te same informacje, na przykład dotyczące wyglądu bohaterki, powracają niemal co rozdział. Czy psuło mi to czytanie? Nie, z niecierpliwością czekałam aż autorka pozwoli mi rozwikłać tę zagadkę.
Podsumowanie
„Topielica” to według mnie przede wszystkim thriller o przemocy, traumie i konsekwencjach przeszłości. To historia, która przypomina, że ludzie rzadko mieszczą się w prostym podziale na dobrych i złych, a etykieta „ofiary” nie zawsze mówi nam wszystko o człowieku i nie zawsze czyni ją “bezbronną.”
Jeśli lubicie thrillery psychologiczne, w których zamiast skupienia wyłącznie na rozwikłaniu zagadki kryminalnej dostajecie dużo psychologii, manipulacji, tajemnic i traumy, a także bohaterów trudnych do jednoznacznej oceny, „Topielica” może być dobrym wyborem. Mimo kilku wad, mnie skłoniła do zastanowienia się nad tym, jak łatwo pomylić prawdę z historią, którą ktoś bardzo umiejętnie nam opowiedział.
/post powstał we współpracy z Wydawnictwem Filia

