„Hasi” i „Kachlok” Beaty Skrzypczak – kiedy śląskie legendy wychodzą z cienia
Zwyczajne osiedle, niezwyczajne problemy
Nie każda historia grozy potrzebuje nawiedzonego domu czy odciętej od świata wioski. W książkach Beaty Skrzypczak wystarczy osiedle w pobliżu nieczynnej kopalni, mieszkańcy zajęci własnymi sprawami i legendy, których po prostu nie da się lekceważyć… Jeśli chcesz zwyczajnie przeżyć.
„Hasi” oraz „Kachlok” to połączenie horroru i fantastyki mocno osadzone w śląskich wierzeniach. Autorka sięga po lokalne podania, ale nie sprowadza ich do ciekawostek, o których czytelnik może łatwo zapomnieć. Tutaj dawne opowieści mają swoje konsekwencje, a znajoma okolica może skrywać znacznie więcej, niż chcielibyśmy wiedzieć.
„Hasi” – nie wszystko da się wyjaśnić
Pierwszy tom wprowadza nas na osiedle położone w cieniu starej kopalni gdzie za dnia mieszkańcy prowadzą zwyczajne życie, jednak po zmroku zamienia się ono w scenariusz nasączony mrocznymi opowieściami. Gdy zachodzi słońce, na powierzchnię wychodzi to, co powinno pozostać jedynie częścią lokalnych opowieści – a już na pewno nie ingerować w życie zwykłych mieszkańców i czynnie uczestniczyć w ich codzienności.
Szczerze mówiąc, tego typu kontrasty, gdzie ludowy folklor przenika do rzeczywistości, kupują mnie od razu i budzą we mnie jakąś… dziwną tęsknotę? Bo zamiast odległych, fantastycznych krain dostajemy przestrzeń, która mogłaby istnieć tuż obok nas, której kiedyś mogliśmy nie dostrzec. I tutaj, dzięki temu zabiegowi śląskie wierzenia nie wydają się odległą przeszłością czy czymś kompletnie nierzeczywistym, lecz czymś, co wciąż może wpływać na ludzkie życie i wybory.
„Kachlok” – folklor, który nie daje spokoju
Drugi tom rozwija ten pomysł, a mnie szczególnie przekonuje w nim obecność przeszłości, od której nie sposób się odciąć. Dawne wierzenia i lokalna pamięć nie znikają tylko dlatego, że świat się zmienia. Wciąż wpływają na to, jak mieszkańcy postrzegają swoje otoczenie i czego się obawiają.
To właśnie ten aspekt uważam za jeden z ciekawszych elementów cyklu. Groza nie opiera się wyłącznie na spotkaniach ze śląskimi bestyjkami. Ważne jest również to, jak społeczność przechowuje swoje historie, ostrzeżenia i przekonania. W efekcie „Kachlok” staje się czymś więcej niż opowieścią o nadnaturalnych zagrożeniach.
Utopce, Skarbnik i inne powody, żeby nie zapuszczać się samotnie w ciemność
Śląski folklor dostarcza autorce całej galerii stworzeń: pojawiają się między innymi płonniki, wycieruchy, utopce, strzygonie, śmiercice, ożywieńcy i Skarbnik. To zdecydowanie ciekawsza propozycja niż kolejna historia wykorzystująca te same, dobrze znane potwory o których w literaturze pełno. Tak prywatnie powiem, że ze Śląskim “bestiariuszem” nigdy nie miałam styczności i nie sądziłam, że jest on tak niesamowicie klimatyczny i ciekawy. A tu proszę – totalnie przepadłam i zostałam po prostu w nim rozkochana.
Beata nie oszczędza też czytelnikowi nieprzyjemnych doznań. Smród padliny, robactwo i rozkład sprawiają, że świat przedstawiony bywa wręcz odpychający. Dla mnie to element, który wzmacnia odbiór historii, choć rozumiem, że nie każdemu przypadnie do gustu. Uwielbiam szczególnie jedną scenę z “Kachloka” – niewinną zabawę, podczas której jedno z dzieci zostaje zamknięte w piecu. Nie sądzę, że pozbędę się jej z moich wspomnień – była absolutnie genialna i gdy o niej piszę mam autentyczne ciarki na przedramionach.
Oczywiście bohaterowie nie funkcjonują wyłącznie po to, by uciekać przed kolejnymi zagrożeniami. Ich codzienne interakcje i lokalny humor pozwalają złapać oddech między bardziej niepokojącymi momentami i nieco rozluźnić napięcie.
Czy warto sięgnąć po oba tomy?
Trzeba mieć na uwadze, że nie jest to horror nastawiony na nieustanną akcję. Tempo Hasi może wydawać się dla niektórych nierówne, a autorka poświęca sporo miejsca atmosferze i przedstawieniu świata. Jeśli oczekujecie ciągłych zwrotów akcji, możecie poczuć niedosyt ale dla mnie była to ABSOLUTNA UCZTA (kropka!). Czułam jednak, że w drugim tomie akcja zdecydowanie przyspieszyła – więc jeśli podobał Wam się klimat pierwszego tomu ale chcieliście czegoś “więcej” na pewno dostaniecie to właśnie w Kachloku.
Jeżeli interesują Was śląskie podania, mniej oczywiste oblicza grozy i historie mocno związane z lokalną kulturą, ten cykl zasługuje na uwagę. Szczególnie „Kachlok” doceniam za rozwinięcie świata, w którym legendy są zarazem częścią zbiorowej pamięci oraz sposobem na przestraszenie czytelnika. CZEKAM NA WIĘCEJ!
/wpis powstał we współpracy z wydawnictwem

